Han_ napisał(a):
Hmm tu bym polemizował (w kwestii adrenaliny) poziom adrenaliny jest taki sam a walka jest głównie z grawitacją wiec albo zaliczysz glebe i staniesz na kołach i od jedziesz albo nie i zbierzesz nedzne szczątki z trawy (fakt zabawy jest co nie miara) nieraz widziałem ludzi którzy zaliczali mocne cięgi od matki ziemi ale i tak wracali (dzisiaj jeździliśmy po zaimrowizowanym torze nie liczyliśmy czasu i okrążen ani nie ścigaliśmy się ale bawiliśmy sie doskonale). Współzawodnictwo to inna para kaloszy walka nerwy i tak dalej

kazdy lubi co innego .
Ja zajmuje sie modelarstwem stosunkowo niedlugo (nieco ponad rok), tez przez wiekszosc czasu nie wykazywalem zainteresowania udzialem w zadnych zawodach.
Poczatkowo wystarczala mi w 100% jazda samemu po jakiejkolwiek w miare plaskiej i w miare czystej powierzchni oraz stopniowe poznawanie mozliwosci modelu i swoich.
Jednak po kilkudziesieciu godzinach takiej jazdy zaczelo mi sie robic troche nudnawo... Od czasu do czasu mialem okazje pojezdzic modelem w towarzystwie - to znaczaco poprawialo zabawe. Bylo ok.
W listopadzie bylem na zawodach w Lodzi - jechalem tam bez specjalnego przekonania, jednak dzis uwazam, ze byla to jedna z lepszych decyzji w moim zyciu! Jazda na zawodach i przygotowania do startow to cos niesamowitego! Nie myslalem, ze w moim nudnym zyciu pracownika biurowego, ktorego kazdy dzien zycia jest taki sam i polega na siedzeniu w robocie przez 8 - 10 godzin i beznamietnym stukaniu w klawiaturke komputera, pojawi sie jeszcze cos, co moze wywolac tyle emocji!
Atmosfera zawodow to cos pieknego - na torze odbywaja sie wyscigi, ty siedzisz przy swoim stoliku i dlubiesz w modelu - ciagle cos ci nie pasuje i caly czas cos poprawiasz, caly czas majac wrazenie, ze chyba nie uda ci sie wyrobic na czas z zakonczeniem ustawien. W koncu jednak sie udaje. W miare jak zbliza sie twoj wyscig czujesz coraz wieksze podniecenie, nie wiesz co masz ze soba zrobic. Niech sie wreszcie ten wyscig zacznie!!! W koncu nadchodzi ten moment - idziesz na podest dla zawodnikow, serce wali na maxa, rece spocone i trzesa sie na aparaturze, tak ze masz problem z prowadzeniem modelu - ty, ktory kilkadziesiat czy kilkaset godzin przejezdziles swoim modelem po zrobionym przez siebie torze i myslales, ze niezle juz sobie radzisz nie potrafisz poprowadzic modelu po torze jak nalezy.... Do wyscigu pozostalo kilkadziesiat sekund - masz czas zeby zrobic dwa okrazenia rozgrzewkowe.... Pierwsze okrazenie - tragedia... Drugie - juz lepiej - wraca powoli dawne czucie i wytrenowane odruchy w prowadzeniu modelu... Ufff!!! START!!! Ruszasz, udalo ci sie jakims cudem uniknac kolizji w poczatkowej fazie wyscigu, uciekasz inni cie doganiaja, przyspieszasz, w tym momencie liczy sie tylko jedno - W Y S C I G - i nic wiecej. Walka trwa. Gdzies w oddali slyszysz tylko minuty pozostale do konca wyscigu oraz aktualna klasyfikacje. Jestes skoncentrowany do granic mozliwosci. Koniec wyscigu.... Ufff... Emocje opadaja... Wypompowany, ale jednak szczesliwy zdejmujesz model z toru... Idziesz do swojego stolika przezywajac kluczowe momenty wyscigu. Co moglem zrobic lepiej? Gdzie moglem pojechac inaczej? Co zrobilem dobrze, a co zle? Czy jeszcze mozna cos zmienic w ustawieniach samochodu? W twojej glowie kolacza sie takie mysli - twoj umysl jest dokladnie wyczyszczony z problemow jakie na codzien sie po nim kolacza typu: skad wziac kase na rate ubezpieczenia samochodu, albo jaka farba pomalowac remontowane mieszkanie itp. To jest piekne - to zapomnienie i przeniesienie sie do innego swiata. Poza tym poznajesz wielu ludzi. Po zawodach, w hotelu czy jeszcze na hali jest czas zeby pogadac, wymienic opinie, nawiazac znajomosci. I tak przez dwa dni.
Jeszcze teraz, piszac te slowa, przezywam ponownie to wszystko. To moze smieszne, ze stary chlop taki jak ja tak sie tym podnieca, ale mysle, ze wiekszosc z tych, ktorzy startuja w zawodach, bez wzgledu czy maja lat 15 czy 55 maja mniej wiecej podobne przezycia. Wiadomo w miare kolejnych startow czlowiek sie oswaja z atmosfera i nie przezywa juz wszystkiego tak mocno, ale na pewno nadal zastrzyk adrenaliny jest ogromny....
Wiem, ze niedzielne spotkanie w gronie przyjaciol tez jest super, jednak to jeszcze nie jest nawet w 50% to, co zawody. Zawody to cos duuuuuuzoooooo lepszego. Wiem co mowie, bo mialem okazcje doswiadczyc obu tych rzeczy. Zanim ktos powie, ze zawody go nie interesuja lub ze ich nie lubi powinien sam zaliczyc chociaz jeden start. Zaloze sie, ze po wzieciu udzialu w czyms takim wielu zmieni zdanie
Powiem tyle: gdyby mialo okazac sie, ze z jakichs powodow klasa micro nie zostalaby jednak wlaczona do zawodow, to kupuje jakikolwiek inny model, ktorym bede mogl startowac w mozliwie najwiekszej liczbie imprez, mimo, ze tak na prawde inne modele nie interesuja mnie az tak bardzo i nie planowalem takiego zakupu... A zrobie to tylko po to, aby moc jezdzic na zawody i ponownie przezywac to, czego doznalem podczas swoich pierwszych zawodow w Lodzi...
Modele MT maja ta ogromna zalete, ze mozna nimi jezdzic praktycznie wszedzie - nie ma potrzeby budowy toru, zeby sobie jako tako pojezdzic... Wlasciciele MT nie musza sie organizowac aby moc pojezdzic - taki przecietny posiadacz bierze model do parku, na boisko czy na lake i tam sobie nim jezdzi i ma z tego frajde. Paradoksalnie jest to rowniez moim zdaniem rowniez przyczyna tego, ze posiadacze MT sa stosunkowo najmniej zoraganizowana grupa modelarzy. Nie chcialbym generalizowac - ale mam wrazenie, ze to model ksztaltuje modelarza - przecietny posiadacz MT to indywidualista, niezalezny i samowystarczalny, ktory nie czuje potrzeby wspolzawodnictwa, a spotkania interesuja go raczej tylko jako wydarenia towarzyskie. Nie mowie, ze jest to zle - ablsolutnie NIE - jest to po prostu inny, alternatywny sposob podejscia do modelarstwa.
Ludzie posiadajacy modele do wyscigow plaskich, czy to elektryki czy spalinowki rowniez sa ksztaltowani przez swoje modele - sila rzeczy musza sie skupiac w jakies grupy chocby po to, aby moc zorganizowac jakis tor, na ktorym mogliby pojezdzic, bo posiadanymi przez nich modelami nie da sie pojezdzic byle gdzie... A wiadomo - jak jest pare modeli to pojawia sie rywalizacja i wyscigi. Tu sciganie i zawody sa naturalna i "nieunikniona" ale jakze przyjemna konsekwencja

...
Wlasnie ta roznica miedzy tymi grupami moze byc przyczyna wzajemnego niezrozumienia - a wiadomo, tam gdzie jest niezrozumienie - tam predzej czy pozniej bedzie konflikt. Wczuwajac sie nieco w skore "drugiej strony" mozna wyrobic w sobie nieco zrozumienia i szacunku dla tych, ktorzy maja inne modele niz my
