Witam wszystkich
Widzę ze to już chyba trzeci temat, który mnie dotyczy. Teraz ja popisze, stuknę jakieś dwa zdania, może trochę chaotycznie, ale winien jestem wam tego.
Tyle bym chciał napisać a nie wiem od czego zacząć, od kilku miesięcy mam kocioł w pracy a do tego dochodzą zawody zagraniczne i naprawde robi się ciasno żeby napisać kilka słów na forum. Ale może po kolei.
Przede wszystkim chciałem zwrócić uwagę na kilka wypowiedzi moich kolegów, którzy wzieli pod krytykę kadre w klasie IC-8 która pojechała do Słoweni, nie podoba mi się to ze ocenia się ludzi po wynikach, i z tym zgodzi się chyba każdy. Ale chcąc w jakis sposób usprawiedliwić Jacka O. muszę dodać od siebie kilka słów bo chyba wiem o co mu chodziło pisząc to wszystko. Jacek jest znany z kontrowersyjnych i czasem przesadnych ale potrzebnych wypowiedzi, to też wiemy już wszyscy a niektórzy się do tego nawet przyzwyczaili.
-bardzo trudne co chcę wam teraz przekazać ale jakoś muszę dać radę-
Mysle ze zaczne grać w otware karty i wtedy będzie każdy mogł wyciągnąć wnioski.
Otóż na forum rc-cars.poland.pl w dziale dla VIP od kilku tygodni wisi temat (nie myślcie sobie że boję się o tym pisać) który zresztą sam założyłem. Dotyczy on pięniedzy dla zawodników reprezentujących nasz kraj za granicą na ME. Finał tej dyskusji jest taki że do dziś Panowie na stołkach którzy są, lub przynajmniej powinni być dla nas jakimś autorytetem, nie potrafią wytłumaczyć mi jak to się stało że jedni na te pieniądze (choć mizerne ale to nie ważne) zasłużyli a inni nie. Jeśli nie wszyscy wiedzą o co chodzi to ja powiem to głośno, Team Poland na ME w IC-8 do Slowenii dostał kase (nie wem ile bo słyszałem już różne wersje) a Team Poland ME w IC-8T w Niemczech nie. Dlaczego ? Tego nie wiem. Może komuś wydaje się że jeden zawodnik ponosi sześć razy mniejsze koszty od ekipy sześcioosobowej która pojechała i mu się te pieniądze nie przydadzą ? Raczej nie, każdy doskonale wie że na takiej imprezie potrzebne są osoby dla których każdy ma przypisaną inną funkcję niezależnie od tego ile osób w Teamie startuje jako zawodnik, ale to nie ważne. Sądze że doszło do kombinacji i chęci faworyzowania jednych względem innych.. To bardzo nieładne i nie sportowe zachowanie. W następstwie takich brzydkich zagrań powstają konflikty, narasta napięcie, jest dużo gniewu i gniewu. Jacek Ochoćiński wiedział o tym zamieszaniu bo choć nie ma dostępu do forum dla VIP informowałem go o tym co się tam dzieje, później powstały niepotrzebne teksty dotyczące wyników naszych chłopaków którzy byli w tym całym zamieszaniu tak naprawdę najmniej winni.
Oczywiście że trzeba sobie włożyc troche lodu pod pachy jak to napisał mój kolega Paweł L. ale niestety Jacek woli rozgrzany węgiel. A te rozgrzane do czerwoności ramiona mają tyle energii że to trzeba zobaczyć i przeżyć na własne oczy. Są w stanie załatwić sprawy nie do zalatwienia takie jak start drugiego zawodnika na ME tuż przed rozpoczęciem zawodów (a było wielu chętnych na to miejsce oj wielu), a gdy dołączy do takiego Jacka inny facet z jajami jak nasz kolega z Bawarii to zapewniam was, że razem są w stanie przesunąć zawody o dzień poźniej, ale tym opowiem jeszcze.
Chodzi mi tylko o to abyśmy wszyscy otworzyli oczy, żebyśmy nie rzucali sobie kłód pod nogi i jakoś trzymali się w paczce, i to się tyczy wszystkich starajmy sie aby nie powstawały niepotrzebne konflikty które na pewno nie umacniają tylko burzą nasz poziom i sens bycia zawodnikiem. Ja nie proszę a apeluję, chłopaki zacznijmy działać razem. Kumplujmy się jak Xray-owcy z Kyosho-akami jak Warszawiacy z Łodziakami i nie wybijajmy sobie zębów tylko dlatego że ktoś inny jest winien, i nie można już przez to nic zrobić. No chyba że taka jest mentalność Polaków i tak już pozostanie, wtedy już sam nie wiem ...... , a tego bardzo bym nie chciał. Niemcy, Czesi, oni potrafią jakoś działać w grupie, a efekty widać na każdych zawodach. Pewne osoby są stworzone do danych funkcji którymi powinny zarządzać, powinny robić to co najlepiej potrafią, zawodnicy którzy są najlepsi tacy jak Groszkowski, Dzierżecki, Zeljaś, Omelańczuk, Trellowie, Lipińscy itd... (sorry że nie wypisałem wszystkich) powinni robić to co potrafią najlepiej, czyli pokazywać klasę na podeście, inne jak Ochoćiński, Rękawek, Goś itd... powinny im jako menadżerowie czy trenerzy w tym pomagać a Panowie od Związku nie powinni nikomu przeszkadzać wręcz odwrotnie .
Musimy coś zdziałać jakoś dążyć do tego aby każdy miał swój cel i widział tego efekty, nie wiem jak to zrobić, pomyślmy nad tym razem, a zacznijmy od uśmiechu, przyjaźni i koleżeństwa. A uwierzcie mi, takie osoby jak Jacek Ochoćiński w pewnych rzeczach które robią, są cholernie dobrzy, tak jak był cholernie dobry Simon Oliver w Sand . Wniosek nasuwa się sam. Pewne osoby są na nieodpowiednim miejscu. A mamy tyle na co dzień kłopotów w pracy i domu że chyba wystarczy nam na długo. Sobota i niedziela na zawodach jest dla nas. I proszę nie przyjmujcie tego złośliwie co napisałem.To tyle w tym temacie.
Teraz troche o Sand
Napisze kilka słów które są najważniejsze dla mnie i utkwią mi na długo w pamięci. To co mi zdarzyło sie w Frankfurcie przez chwile uznałem jako przypadek, ale zdanie zmieniłem gdy poczułem to samo w Sand, poczułem niesamowitą atmosferę i gościnność z jaką obdarowywano nas Palaków, nie jako że mam kompleksy czy cos w tym stylu - absolutnie, ale słyszałem rózne rzeczy na temat przyjaźni Niemiec do Polski a dwie ostatnie imprezy w Niemczech był zupełnym tego przeciwieństwem. Czego nie mogę raczej powiedzieć o zawodach w Czechach. Poprostu rewelacja, sympatia i koleżeństwo na każdym kroku, przez jakiś czas normalnie wyczuwałem jakiś podstęp

ale widocznie byłem w błędzie.
Mazurek Dąbrowskiego i największa flaga narodowa jak mi się później koledzy przyznali, wywołały u nich delikatne zmoczenie spojówek . To naprawde robiło wrażenie. Organizacja, precyzja i jakośc prowadzenia imprezy .... no co wam bede pisał odpowiedzcie sobie sami. Szkoda tylko że tak pieknego widowiska miała okazję uraczyć tylko garstka naszych zawodników. Ale weźmiemy sie za to, biecuje wam to. Dobra, jade dalej.
Czwartek
Pierwszym i mało powtarzalnym wyczynem Narodowej Kadry w Niemczech było zamontowanie silnika (który przeszedł wczesniej modyfikacje u samego mistrz Artura D.... dzięki stary za ten szliff) w modelu, na środku najszybszej autostrady na świecie. Oczywiście mamy zdjęcia, robiliśmy to bez pośpiechu i z pełna precyzją na srodku Bawarskiej autostrady w godzinach szczytu. Wynikiem tej operacji był niestety poważny wypadek poprzedzony 8 kilometrowym korkiem, a zdziwienie Niemców było niemałe.
Piątek
Po wyśmienitym śniadaniu w hotelu i kilku przeciwbólowych tabletkach czekała nas wyprawa na tor do której nie był przyjaźnie nastawiony kolega GPS, ale po plakatach i strzałkach daliśmy jakoś rade. Jak się okazało na miejscu zdziwienie przerosło nas bardziej niż mogliśmy się tego spodziewać. Wszedzie taśmy z wytyczoną drogą dla zawodników i kibiców, pełno namiotów i wszystko idealnie rozmieszczone tak aby cała ta machina działała jak w zegarku, ale nie to było takie dziwne, najgorszy był tor. Odwrotnie ustawiony niż wszędzie do podestu, o dużym kącie pochylenia i z prostą na wprost zawodników tor oddawał mieszane uczucia. Betonowa nawierzchnia także wywoływała kontrowersje i zdziwienie nie tylko na naszych twarzach. Nieobecność jednego z zawodników i możliwość startu Darka Stefanowicza w zawodach bardzo nas ucieszyła a w szczególności mnie bo nie wyobrażałem sobie sam wzięcia wszystkiego na barki przy tak małych ilościach startów. Niestety nie było tak słodko bo czekała nas mała modyfikacja modelu Dominika który trochę jednak dostał w kość na zawodach w Nowym Targu. Ale daliśmy jakoś rade i koło południa zaczeliśmy razem z Dariem testować ogumienie i ustawienia. Po jakimś czasie dotarł do nas kolega z krwi i kości polskiej zamieszkały od 18 lat w Bawarii Herr Dominik Zymla. Dołączył do grona menadżerów naszej grupy i w połączeniu z siłami Jacka O. byli w stanie załatwić wszystko, jeden po angielsku drugi po niemiecku, nie było dla nich rzeczy niemożliwych. Od tej pory byliśmy choć nadal najmniejszym to na pewno najbardziej znanym Team-em na tych zawodach. W trakcie treningów było uroczyste otwarcie zawodów. Które jak już pisałem wczesniej wywarło na wszystkich spore wrażenie. Skonczyły się testy i treningi skończył się czas dla nas w którym mogliśmy bliżej zapoznać się z torem i odpowiednim dostrojeniem wózków. Z uśmiechem na twarzy zmuszeni byliśmy przełożyć nasze zadowolenie na dzień kwalifikacji. Powróciliśmy jednak na tor wieczorem aby rozgościć się z kolegami z całej europy i popatrzeć tańczące laski które zafundował nam organizator , rozkoszując się przy tym wynalazkami w szklaneczkach. Uffff, nie ma ta jak nasza czysta /)
Sobota
Prysznic, śniadanie, podwójny Apap i na tor. Sobota jak to sobota na każdych zawodach, wszystkim się wydawało że już wszystko wiedzą i że nic lepiej się już nie da poprawić, trzeba tylko się dobrze ścigać. Jak się okazało później nie było to takie proste w przypadku zawodów tej rangi, trenerzy Teamów i zwiadowcy nie spali tylko węszyli wymyślali a kierowcy poprawiali ustawienia modeli, co z kolei dawało efekt zamierzony, również w naszym przypadku, choć życzyli byśmy sobie mieć więcej w garści. Pod koniec dnia mój model słuchał mnie jak moja żona a Darka maszyna pożyczona od Jacka a dokładnie jego syna Dominika, sprawiała pozytywne wrażenie i wydawała groźne warknięcia, więc wpełni optymizmu pojechaliśmy wypoczywać przed finałami do hotelu. Choć zarzekaliśmy się nawzajem wypoczywania i tak nie było, a na drugi dzień znów musiały pójść w ruch tabletki od bólu głowy. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Na tarasie z pięknym widokiem w słoneczny ciepły dzień, po zaczerpnięciu bawarskiego powietrza i kilku głębszych mój umysł oświadczył mi że zapomniał przed wyjazdem przypomnieć o pewnej sprawie, chodziło tutaj o wymiane mocowań C z 20 stopniowych na 22 stopniowe które miałem naszykowane ale jednak jakimś cudem tego nie zrobiłem w domu. Przy szczegółowym przeglądzie modelu, wymianie kilku drobiazgów i tych nieszczęsnych c-habów skończyliśmy ogólne przygotowania do podfinałów. Poźniej znów to samo co zawsze, buszowanie po hotelu do rana w celu nawiązania przyjaźni co się z reguły kończyło sukcesem. A co dalej nie pamietam.
Niedziela
To co było w niedziele widać na wynikach, szkoda tylko ze jak zwykle o jeden dzień za poźno. Nowiutkie gumy na kołach, super ustawienia modelu, i wściekły duch rywalizacji. No i ten Hajek Karel, powinien dostać stop&go, ale i tak nie załatwiło by sprawy bo to było ostatnie okrążenie . Kurcze, w tym roku każdemu z naszych dokuczał pech........
To chyba tyle, pozdrawiam wszystkich ide spać, cześć.