Kiedyś opisałem V Eliminację MP na Hali w Pabianicach.Może to coś ci pomoże.
Pabianice miasto śliczne ,
Stało kiedyś się publiczne,
Bo zjechali tu fachowcy,
Małych autek to kierowcy.
Hala piękna,są chłopaki,
każdy niesie Swoje paki.
Każdy przywiózł stolik własny,
Taki dobry ,nie za ciasny.
Tor już leży rozłożony ,
Tylko jeden jest skrzywiony,
Rzecze ciasno ,tor jest kręty,
Jak pokonać te zakręty?
Trochę tak podkurzył Jacka ,
Wyskakując tym z znienacka.
Był Prezydent,bez krawata,
Taki zwykły,miasta tata.
Koło toru są kartony,
Każdy patrzy wprost zdziwiony.
Są tam wafle,czekoladki,
Woda z gazem i dla matki...
Lista tego bardzo długa,
To Vikinga jest zasługa.
Obok stolik pełen kwitów,
Pani woła zawodników.
Bo wpisowe jest zbierane,
By zapewnić startowanie.
Dalej stoją ze dwa stoły,
Obok stoją trzy chochoły,
To sędziowie wynajęci,
Co z przepisów impotenci.
Wyciągają instrumenty,
Każdy z twarzy jest nadęty,
Lecz nie trąbki czy puzony..,
Każdy będzie pomierzony.
Kręcą kable,pchają wtyki,
Jeden trzyma coś u grdyki.
To mikrofon jemu dali,
Bo swym głosem już się chwalił,
I zwołują kadeciarzy,
Tych najmłodszych modelarzy,
Wszyscy stoją już na starcie...
Start !.. o ku.. zwarcie...
To programu jest przyczyna,
Dali nowość,Dosu nima.
Jeden taki w marynarze,
Usiadł dziarsko,ja pokaże.
Drugi patrzy zza ramienia,
Choć niczego to nie zmienia.
A ten trzeci,stoi z boku,
On to wszystko ma... na oku.
O dwunastej już godzinie
z mikrofonu bełkot płynie
Zaczynamy dziś ściganie,
Kto nie zdąży ten zostanie.
Dalej było już banalnie,
Jak to zwykle nienormalnie.
Samowolka wprost na torze,
Sędzia łazi,co nie może?
Janek z Piechą,Piecha z Jankiem,
Opróżnili czegoś szklankę.
Tak wieczorem po ściganiu,
Każdy myślał już o spaniu.
Lecz nie Janek,w Janku szklanka,
Choć to żadna niespodzianka,
Dziś niedziela i finały,
Chyba sędzia nie nawali.
Cała praca pójdzie na nic,
Goździkowa to z Pabianic?
Przyszli,siedli i zaczęli,
niby fajnie przy niedzieli..
Lecz tor dla nich to mrowisko,
Tu się rusza prawie wszystko,
Ja nie mogę,musze wolniej,
Niech se jeżdżą samowolnie.
Nagle z tłumu się wyrywał,
Ten co wczoraj się wykrzywiał.
On doszukał się przestępstwa,
nie u sędziów,u maleństwa.
U chłopczyka nieboraka...
Wyniknęła z tego draka.
Było fajnie,bardzo miło,
Byle by tych trzech nie było.