Marek Pleskacz napisał(a):
Słyszałeś kiedyś o takim gościu co się nazywał Georg Simon Ohm?
o, widze poczytałeś, dobrze, dobrze
Marek Pleskacz napisał(a):
Pomiedzy zrodlem napiecia w ukladzie zarzenia ( np. cela 1.2V) a swieca sa jeszcze elementy ukladu ktore powoduja spadek napiecia (przewody, miejsca styku na celi i na swiecy).
Kazdy z tych elementow powoduje spadek napiecia zalezny od plynacego pradu.
Dlatego napiecie na swiecy nigdy nie jest takie samo jak napiecie zrodla.
Jesli sie zastosuje wyzsze napiecie zasilania i uklad stabilizacji pradu mozna lepiej kontrolowac temperature swiecy poniewaz rozladowujaca sie pojedyncza cela nie bedzie miala wplywu na ta teperature.
masz rację, tylko w tym wypadku rozpisałeś się nie na temat.
To co opisałeś to zwyczajne straty w układzie, które zależą nie tylko od płynącego prądu, ale też od oproności właściwej elementów, na których występują stratyt, w dodatku są one tak niewielkie, że można je spokojnie pominąć.
Twój panel startowy zasilany z akumulatora 12V posiada układ elektroniczny, który zmniejsza napięcie do ok 1.5-2V, to napięcie wymusza przepływ prądu przez świecę i rozgrzewa jej żarnik. Jeśli to dobry panel to ma pokrętło, które zmienia współczynnik wypełnienia a tym samym zmienia napięcie skuteczne na wyjściu. Możesz dzięki temu regulować prąd płynący przez świecę, ale to nadal będzie efekt zmiany napięcia na wyjściu układu. To samo uzyskał być, podpinając fajkę grzałki szeregowo z potencjometrem. Kręcąc lub suwając potencjometrem zmieniał być napięcie na grzałce. Efekt ten sam jedynie straty o wiele większe.
autor wątku zastanawiał się czy zwiększając dwukrotnie napięcie zasilania swojej grzałki (dwa ogniwa) uzyska lepszy efekt żarzenia. Uzyska, ponieważ dwukrotnie większe napięcie spowoduje przepływ dwukrotnie większego prądu (co jak słusznie zauważyłeś po raz pierwszy stwierdził pan Ohm i sformułował swoje prawo). Sęk w tym czy ten prąd nie będzie zbyt duży i czy świeca się zwyczajnie nie spali.